sobota, 2 listopada 2024

Przygotowania DZIEŃ 3 Mit o Filemonie i Baucis

👀Mit o Filemonie i Baucis

👉fragment "Mitologii" Jana Parandowskiego

          "Pewnego razu, przebrany za człowieka, udał się Dzeus wraz
z Hermesem na ziemię, żeby się przekonać, czy ludzie zachowują jego święte prawo. O zachodzie słońca weszli do jakiegoś miasta
i idąc od domu do domu szukali noclegu. Lecz wszystkie drzwi zamykały się przed dwoma podróżnymi. Już noc była, gdy zapukali do małej chatki stojącej na wzgórzu za miastem. Żyło tam dwoje ubogich staruszków: Filemon i Baucis. 

          Dobrzy ludziska podsunęli nieznajomym stołki i rozniecili wesoły ogień, dorzucając suchych liści i kory drzewnej. Filemon przyniósł z ogrodu trochę jarzyn, które Baucis ugotowała w garnku glinianym. Nakryli do stołu i ułożyli gości na łóżkach, wyścieliwszy je jak mogli najwygodniej. Widząc jednak, że jedzenia i napojów wciąż przybywa i że ich skromne naczynia zmieniają się w złotą zastawę, poznali bogów i padli na kolana. Filemon chciał złożyć ofiarę i zabić jedyną gęś, która chowała się w domu, ale Dzeus go zatrzymał. Wszyscy czworo wyszli na szczyt góry i w promieniach jutrzenki ujrzeli staruszkowie na miejscu swojej lepianki wspaniałą świątynię przeglądającą się w toni wielkiego jeziora. Bogowie zatopili niegościnne miasto, a jego mieszkańców przemienili w żaby. Filemon i Baucis żyli jeszcze długie lata, pełniąc służbę kapłańską
w nowej świątyni, aż pewnego dnia wrośli w ziemię jako dwa drzewa, pniami ze sobą, złączone. Było to spełnienie ich ostatniej prośby: umrzeć razem, aby jedno nie patrzyło na śmierć drugiego.
W gałęziach drzew ptaki ścieliły sobie gniazda, a podróżni, wypoczywając w ich cieniu, opowiadali historię o niegodnych mieszkańcach jeziora i pobożnych staruszkach."

Przygotowania DZIEŃ 2 Bogowie olimpijscy i ich atrybuty

👀Bogowie olimpijscy i ich atrybuty 

Mam nadzieję, że pomogą Wam notatki Adama z 5b:)







👀Zeus (Dzeus) - najważniejszy bóg grecki
👉jego atrybuty: piorun i orzeł
👉 fragment "Mitologii" Jana Parandowskiego - miłej lektury, tekst dotyczy boga Zeusa

 Dzeus (Jowisz )* 
             Imię najwyższego boga Grecji spokrewnione jest z indyjskim Dyaus, staroniemieckim Ziu i łacińskim Jupiter (od: Diovis pater), gdzie pobrzmiewa wspólny indoeuropejski pierwiastek div, co wyraża: rzucać, strzelać, błyszczeć. Jakoż Dzeus jest przede wszystkim panem błyskawic i piorunów. Zmienny jak niebo, nad którym panuje, co chwila daje poznać inne oblicze. W rozjaśnionym lazurze greckim, w eterycznej przejrzystości poranków czuje się łaskawe spojrzenie ojca światłości. On zsyła deszcz, on ziemię okrywa w gronostaje śniegu. Wśród gromów i burzy objawia się potęga władcy, który gromadzi czarne kłębowiska chmur, huraganem podnosi ołowiane fale morza, rozmiata piasek ziemskich dróg i, otwierając upusty niebieskich wód, na szczytach gór zapala ognie grzywiaste. Dzień i noc na dnie dymiących wulkanów cyklopi kują pioruny dla Dzeusa. 

           Prawdziwie możny bóg. Gdyby linę ze złota uczepić na szczycie niebios i gdyby się na niej uwiesili wszyscy bogowie i wszystkie boginie, nie zdołaliby ściągnąć Dzeusa na ziemię. Lecz gdyby on sam z kolei poderwał linę, wszystkich bogów wraz z morzem i ziemią podniósłby do góry i uwiązał dokoła skały Olimpu. Tak przynajmniej sam się przechwalał. Ares, bóg wojny, który na niewielu rzeczach tak dobrze się rozumiał, jak na wszystkim, co dotyczy siły fizycznej, oburzał się głośno: “Nie przeczę — mówił — że Dzeus jest silniejszy i potężniejszy od każdego z nas, ale żebyśmy wszyscy razem tak mało wobec niego znaczyli, to już nie mieści mi się w głowie". I przypomniał, jak to raz za dawnych czasów wybuchł spisek przeciw Dzeusowi. Hera, Atena i Posejdon napadli go
i skrępowali tak mocno, że nie mógł się ruszyć. Nie wiadomo, co byłoby się stało, gdyby nie boginka morska, Tetyda, późniejsza matka Achillesa. Zbiegła prędko do Tartaru, sprowadziła sturękiego Briareusa i ten uwolnił pana niebios. Tak, to prawda, wszyscy go pamiętali. Ale od Aresa w tym dniu stronili. Przezorny Hermes zbliżył się chyłkiem do wojowniczego boga i szepnął mu na ucho: “Daj spokój. Ani mnie nie jest bezpiecznie słuchać podobnych rzeczy, ani tobie mówić". Miał słuszność. Dzeus był popędliwy i unosił się łatwo, a gdy się rozsierdził, rzucał bez miłosierdzia bogami po salach swego pałacu, aż drżały ściany ze złota. 
        Wyobrażenie, jakie mieli Grecy o Dzeusie, zmieniało się z postępem cywilizacji helleńskiej. Gdy byli jeszcze na wpół barbarzyńcami, cenili w nim przede wszystkim siłę i złowrogą moc niszczenia. Później ozdabiali go coraz doskonalszymi zaletami sercai umysłu, aż powstał idealny obraz najwyższego bóstwa, którego mądrej władzy podlegają wszystkie dziedziny życia. Dzeus jest opiekunem praw i jako Horkios ze szczytów swojego tronu, na którego stopniach siedzi bogini Sprawiedliwości, przestrzega świętości przysięgi, którą ludzie składają wznosząc ręce i oczy do nieba i wymawiając jego imię; jako Ksenios broni nienaruszalnego prawa gościnności, jest patronem przybyszów proszących o pomoc
i przytułek, pod jego opieką pozostają posłowie i heroldowie, nawet najlichszy żebrak broni się przed zniewagą groźnym imieniem Dzeusa i gdy dłoń położy na krawędzi ogniska domowego, włos mu z głowy spaść nie może. Dzeus jest krzewicielem uczuć szacunku, łagodności i miłosierdzia, przestrzega, aby ludzie nie byli względem siebie surowii nieubłagani. Stojąc na straży całości społeczeństwa Dzeus żąda posłuchu dla praw moralnych. 
            Dobry i łagodny, otacza opieką wszelką pracę ludzką. Na złotych szalach waży losy śmiertelnych i wedle wskazań tej wagi zsyła dobro i zło, dolę lub niedolę. Każda osada ma swego Dzeusa z przydomkiem Herkejos (patron zagrody), który czuwa nad prawem własności i nierozerwalnością rodu lub gminy. Wreszcie otrzymał Dzeus piękne imię Hellenios, jako bóstwo narodowe, które różnorodne szczepy greckie łączy w jedną całość i nie pozwala im przepaść w morzu sąsiednich plemion barbarzyńskich [...]

  Na całym obszarze świata greckiego odbierał Dzeus cześć najgłębszą. We wszystkich większych miastach stały jego świątynie. Na Lykajonie w Arkadii spełniały się dlań tajemnicze obrzędy, splamione krwią ludzką. Ale najświętszymi miejscami były Dodona i Olimpia. U podnóża epirskiego Tinarosu, w dolinie żyznej i wilgotnej, owianej chłodnymi wiatrami, stała odwieczna świątynia dodońska. Gołębica przyleciała tu z dalekiego Egiptu, ze świętych Teb, i usiadłszy na dębie przemówiła głosem ludzkim. Na ten znak boży zbudowano świątynię, w której służbę pełnili dziwni kapłani, zwani selloi. Wiedli życie surowe, spali na gołej ziemi i nie myli się nigdy, podobni w tym do późniejszych ascetów. Zadaniem ich było objaśniać wolę boga ze szmeru liści dębu. Mówiono, że w pniu tego drzewa samo bóstwo przebywa. W jego koronie gnieździły się święte gołębie, a spod korzeni wypływało źródło cudowne. Stała tam jeszcze miednica z brązu, w której ściany uderzała zawieszona kulka i z tego dźwięku również starano się wyrozumieć przyszłość. Wyroczni udzielali kapłani odpowiadając na pytania, które podawano wyryte na ołowianych tabliczkach. W dzisiejszej Dodonie odkopano* sporo takich tabliczek i możemy się z nich dowiedzieć, jakimi to ważnymi kwestiami trapiono boga. Na jednej z nich czytamy: “Agis zapytuje, czy kołdry i poduszki zgubiono, czy też skradziono". Kapłani odpowiadając przemawiali wierszami, które niezmiennie zaczynały się od słów: “Dzeus był, Dzeus jest, Dzeus będzie". W krainie Elis, na Peloponezie, leżała Olimpia, najsławniejsze miejsce kultu Dzeusa w całej starożytności. U zbiegu dwóch rzek, Alfejosu i Kladeosu, między wzgórzami zarosłymi borem, wśród łąk zielonych, zebrane w świętym okręgu stały liczne świątynie i budowle przeznaczone na mieszkania kapłanów, ćwiczenia zawodników, składy kosztownych podarków. Co cztery lata odbywały się igrzyska, które od r. 776 przed n. e. przetrwały aż do r. 393 n. e., kiedy to zniósł je cesarz Teodozjusz; jego następca w trzydzieści lat później kazał spalić świątynię Dzeusa. Olimpia zmieniła się w to rumowisko, jakim jest dzisiaj, gdzie połamane kolumny i poprzerzucane kamienie porasta trawa pomieszana z rumiankiem. Olimpia nie była miastem, lecz jakby osadą świątyń, dokoła których kapłani spełniali nakazane obrządki. Ożywiała się jedynie raz na cztery lata, przez kilka dni igrzysk, wypadających w drugą lub trzecią pełnię Księżyca po przesileniu letnim, a więc w połowie sierpnia lub września. Na ten czas ustawały w całej Grecji spory i wojny: ogłaszano “pokój boży", aby szczęk oręża nie mącił powszechnej radości. W dolinie Alfejosu kramarze rozbijali namioty, budy i stragany. Pasterze z Arkadii i Mesenii spędzali trzody bydła, kóz i owiec, które chętnie kupowano na ofiary. Szły gromadnie orszaki pielgrzymów śpiewając pieśni pobożne lub wesołe. Ze wszystkich stron ściągali zawodnicy, każdy ze swoim nauczycielem gimnastyki. Na wozach jechali wielcy panowie, których konie stawały do wyścigów. Uroczyste procesje miast greckich wiozły bogate dary dla świątyni Dzeusa. Igrzyska trwały kilka dni i obejmowały wszelkie popisy zręczności i siły. Nagrodą był wieniec oliwny, symboliczny dar, bezcenny w oczach tysięcy młodych ludzi, którzy z najodleglejszych stron świata greckiego dążyli do Olimpii w nadziei zwycięstwa. Zawodnik ozdobiony tą świętą gałązką wracał do miasta rodzinnego jak triumfator. Stawiano mu posągi, na jego cześć układano hymny. Zajmował pierwsze miejsce na uroczystościach publicznych i miał utrzymanie na koszt państwa. Grecja, rozbita na szczepy, miasta i państewka, jednoczyła się pod dobrotliwym spojrzeniem Dzeusa. W Olimpii ogłaszano powszechnie ważne rozporządzenia i układy, historycy i poeci odczytywali swoje utwory, mówcy i filozofowie występowali z odczytami, wiedząc, że słucha ich naprawdę cała Hellada.* W świątyni olimpijskiej stał posąg Dzeusa, dzieło mistrza ateńskiego,  Fidiasza — jeden z siedmiu cudów świata. Na złotym tronie siedział bóg olbrzymi, osiemkroć przerastający miarę ludzką. Głową sięgał sufitu, barkami rozpierał się na całą szerokość nawy. Mówiono, że gdyby wstał nagle, rozniósłby całe wiązanie gmachu. W wyciągniętej lewej ręce trzymał boginię Zwycięstwa, prawą zaś dzierżył berło, na którym złoty orzeł roztaczał skrzydła. Fałdzisty płaszcz szczerozłoty, ozdobiony figurami zwierząt i kwiatów, przez lewe ramię z tyłu przerzucony, owijał mu lędźwie i nogi aż ku stopom, odsłaniając nagą pierś z kości słoniowej. Nogi w złotych sandałach opierały się na podnóżku podtrzymywanym przez lwy. Bujne kędziory, ujęte złotym wieńcem oliwnym, spływały po obu stronach twarzy, pełnej majestatu, łagodności i pogody. Posąg ten, na rozkaz jednego z cesarzy rzymskich przeniesiony do Konstantynopola, spłonął tam w czasie pożaru. Lecz dzieło Fidiasza było dla całej starożytności tak uświęconym wzorem, że tysiące posągów Dzeusa w naszych muzeach pozwalają domyślać się, jak ono mogło wyglądać.


Zwyczaje bogów olimpijskich

 Przygotowania DZIEŃ 1

👉👀Przeczytaj uważnie poniższy fragment "Mitologii" Jana Parandowskiego 

Jan Parandowski „Mitologia”

BOGOWIE OLIMPIJSCY

Olimp

            Łańcuch gór, pełen ogromnych skał kształtem przypominających głowy, okrytych siwizną śniegów, przepastne otchłanie pieczar, w których biją źródła spływające wartkimi strumieniami, ze stromych zboczy porosłych zieloną szczeciną lasów. Olimp. W przejrzystym powietrzu widać stąd całą Macedonię i całą Tesalię, której rzeki rysują się jak na karcie błękitnymi wstęgami; na wschodzie morze zatacza krąg olbrzymi, od góry Atos aż do wyspy Skyros, gdzie chował się młody Achilles wśród córek króla Lykomedesa; na zachodzie łańcuch Pindu zamyka horyzont murem zębatym. Płuca rzeźwią się bezcennym nektarem tego powietrza, o którym dzisiejsi chłopi tesalscy mówią, że mocą swą cudowną rany goi. Wśród skał i lasów stoi klasztor św. Dionizego, a pod najwyższym szczytem, gdzie ongi wznosił się pałac Dzeusa, do nagich złomisk tuli się nędzna i krucha kaplica św. Eliasza, zbudowana z nie ociosanych kamieni. Dzień i noc dzwony klasztorne zapełniają opustoszałą dziedzinę bogów surowymi dźwiękami pieśni chrześcijańskich. I dzieje się tak chyba już od owej cudnej nocy wiosennej, gdy na tym miejscu zasiadł Apollo z formingą u stóp apostołów i w otoczeniu muz, które dokoła niego “skupiły się na kształt stada białych łabędzi", śpiewał nie zasłyszane dotąd nigdy na wysokościach Olimpu słowa: “Pod Twoją obronę uciekamy się..."*

Olimp był właściwym królestwem Dzeusa, odkąd, po wojnie z gigantami, podzielił się on władzą nad światem z dwoma braćmi: Posejdonem i Hadesem. Wszyscy trzej ciągnęli losy. Dzeusowi dostało się niebo i ziemia wraz z Olimpem, Posejdonowi morze, Hadesowi królestwo umarłych w podziemiu. Dzeus, jako pan nieba, obwołał się bogiem najwyższym, któremu wszyscy winni posłuszeństwo. W początkach bracia burzyli się nieraz, zwłaszcza gwałtowny Posejdon, bywały nawet rewolucje pałacowe, lecz zawsze Dzeus dzięki sile i rozumowi odnosił zwycięstwo, póki wszyscy nie poddali mu się bez szemrania.

I ziemię dzielili bogowie między siebie: każdy z nich otrzymywał jakieś miasto lub jakąś wyspę, gdzie doznawał szczególnej czci od * Henryk Sienkiewicz: Na Olimpie. mieszkańców. Te działy rodzinne odbywały się zgodnie; podpisywano umowy i zawierano kontrakty. Ale nieraz przychodziło do walki. I tak np. Posejdon nie chciał ustąpić Atenie miasta Aten. Dla pogodzenia zwaśnionych postanowiono, że ten miasto otrzyma, kto jego mieszkańcom złoży dar cenniejszy. Posejdon uderzył trójzębem o ziemię i wyskoczył z niej koń (według innych wytrysło źródło słone), Atena zaś wywołała z głębi nieurodzajnej ziemi attyckiej drzewo oliwne. Wszyscy bogowie i ludzie zgodnie uznali, że dar Ateny jest cenniejszy jako prawdziwe błogosławieństwo ubogiego kraju. Kiedy już całą ziemię w ten sposób podzielono, okazało się, że dziwnym trafem zupełnie zapomniano o najjaśniejszym z niebian, Heliosie, wszystkowidzącym bogu słońca. Na szczęście, w kilka dni później, wyłoniła się z morza piękna wyspa Rodos, którą ofiarowano Heliosowi. Na tej wyspie, różami pachnącej, miał on świątynie i ołtarze, i wiernych wyznawców.

 
              Pięknie urządził się Dzeus na Olimpie. Dzikie zwierzęta nie miały tam przystępu i nigdy wiatr zimny nie niósł zadymki śnieżnej. Czystego powietrza nie ćmiła żadna chmura. Panowała tam wieczna wiosna. Pod najwyższym szczytem błyszczał pałac Dzeusa, cały ze złota i drogich kamieni, a wśród innych wierchów i po wąwozach stały skromniejsze dwory innych bogów. Wszystkie były dziełem Hefajstosa, niezrównanego mistrza wszelkich kunsztów. Wrót Olimpu strzegły hory, dziewczęce boginie pór roku.

 
                Szczęśliwe życie pędzą bogowie na Olimpie. Nie słychać jęków ani stękania chorych, bo choroby nie mają władzy nad złocistymi ciałami niebieskich panów. Czasem tylko bóg któryś, co wdał się niebacznie w mężobójczą wojnę, wraca zraniony, lecz wnet jego rany goją się pod opieką troskliwych lekarzy. Kłótnie i spory trwają zwykle krótko, bo je Dzeus swą powagą rozstrzyga i ucisza. Jedynie małżonka, Hera, czyni panu wszego świata głośniejsze wymówki, ile że jest swarliwa i łatwo daje się unosić podejrzeniom. Bogowie łączą się w bliższe i bardziej zażyłe kółka towarzyskie, a na większe uroczystości i narady schodzą się do przestronnego zamku Dzeusa.

                      Zebrania bywają mniejsze i większe. Na pierwsze, bardziej poufne, proszeni są tylko Olimpijczycy, najwyższa arystokracja bogów. Kiedy indziej znów odbywają się prawdziwe wiece i szybkonogi posłaniec bogów, Hermes, musi zbiegać wszystkie lądy i morza, aby zawiadomić o woli Dzeusa cały ten tłum bożków, całą tę hołotkę nieśmiertelną, co ze zdumieniem i z ustami otwartymi, aby lepiej widzieć, przypatruje się wspaniałościom niebieskim, a nie śmie słowa przemówić w obecności potężnych władców, którzy spoglądają z wysoka, jakby się pytali: “Po kiego licha ojciec Dzeus sprasza to wszystko?" A przecież są to bardzo miłe bożki. Oto cisną się tłumem nieprzebranym błękitnookie boginki źródeł i rzek, nimfy drzew o białym ciele i te, które mieszkają wśród gór, i te z łąk wilgotnych. Słowem, wszystkie dobre duchy, co otaczają człowieka codziennie i są mu bliskie, bliższe nawet od tych wyniosłych panów Olimpu, i mówią doń szmerem wód i poszumem liści, i odpowiadają mu głębokim, trzykrotnym echem wśród skał.

              Po takich naradach następuje uczta. Wówczas driady wracają do swych drzew w lasach, oready do swych gór, najady do swych źródeł i strumieni, lejmoniady z powrotem ukrywają się wśród kwiatów i traw na łąkach i długo jeszcze opowiadają sobie o tym, co widziały w niebie. A tymczasem na Olimpie bogowie zasiadają do stołów lub raczej, zwyczajem starożytnych, układają się na łożach z kości słoniowej i szylkretu, miękko wyścielonych poduszkami. Dokoła ucztujących uwija się cudna para: bogini młodości Hebe i śliczny chłopczyk Ganimedes, ulubieniec Dzeusa, który sam go porwał z ziemi i uczynił nieśmiertelnym. Hebe i Ganimedes roznoszą ambrozję. Był to zwyczajny pokarm bogów, jakaś dziwnie rozkoszna słodycz, rozpływająca się w ustach: dawała moc ciału, pogodę myślom i nieśmiertelność duszy. W złote puchary nalewano nektar, wino olimpijskie o niewysłowionym zapachu.

             Kiedy już wszyscy mieli do syta jadła i napoju, wstawał Apollo i, otoczony orszakiem dziewięciu muz, śpiewał wraz z nimi pieśni cudne i grał na harfie. Radowały się serca bogów w milczeniu szczęśliwym. Charyty, dziewice o białych stopach, ubrane w kwiaty, wiodły tańce wymyślne, wziąwszy się za ręce. A gdy już rydwan słońca przejechał oznaczony bieg dzienny, wszyscy rozchodzili się do domów na spoczynek. Budziła ich nazajutrz Eos, różanopalca bogini jutrzenki.                     

               Tak sobie Grecy wyobrażali życie bogów. Było to właściwie życie ludzkie przeniesione w wieczność. Boga od człowieka nie dzieliła przepaść nie do przekroczenia. Z początku i ludzi wybitniejszych zapraszano do stołków olimpijskich. Później zaniechano tego, gdyż goście ziemscy nie umieli się przyzwoicie zachować, a mając zbyt długi język, rozpowiadali swym bliźnim wszystko, co tam posłyszeli. Jedyna różnica między człowiekiem a bogiem była ta, że bóg był nieśmiertelny, a człowiekowi najpiękniejsze chwile w życiu mącił strach przed śmiercią. Bogowie byli nieśmiertelni, ale nie wieczni: każdy z nich urodził się kiedyś i żaden nie mógł powiedzieć o sobie, że nie było nigdy takiego czasu, kiedy jego nie było.

               Od starości i śmierci chroniła ich ambrozja. Zawierała ona tajemniczą siłę i nawet zwykły człowiek mógł stać się nieśmiertelnym, spożywając ten pokarm cudowny. Bogowie nie byli wszechobecni, ale mogli poruszać się z niezmierną szybkością i lotem błyskawicy przenosić się z miejsca na miejsce. Wiedzę i potęgę posiadali wielką, ale nie nieskończoną. Ich działalność ograniczała Mojra, czyli Przeznaczenie, a poza tym wzajemnie się ograniczali, ponieważ każdy miał sobie powierzony pewien zakres władzy. Bynajmniej nie zażywali bezkarności. Rządzili się własnymi prawami, którym musieli być posłuszni. Najsurowiej karano krzywoprzysięstwo. Gdy któryś bóg miał przysięgać, Iris, tęczoskrzydła posłanka, zlatywała po wodę Styksową. Albowiem na krańcu świata mieszka straszliwa Styks, najstarsza córka Okeanosa. Z dala od bogów ma swoje domostwo w wysokiej pieczarze skalnej, którą dokoła otaczają pod niebo sięgające srebrne słupy. Iris w złoty kubek nabiera wody Styksowej, co wypływa z onej skały. Przysięgający wylewa wodę na ziemię. Jeśli złamie przysięgę, musi cały rok leżeć bez tchnienia w odrętwieniu podobnym śmierci, a gdy się zbudzi po roku, czeka go jeszcze dziewięcioletnie wygnanie. Dopiero po upływie tego czasu może zasiąść przy stole bogów.

               Więksi, piękniejsi i silniejsi od ludzi, bogowie greccy mieli ciało równie jak ludzkie podlegające znużeniu lub ranom. Krew ich była biała i tryskając z rany rozlewała woń przedziwną. Posiadali prawie nieograniczoną zdolność zmieniania się w przeróżne kształty, lecz prawie nigdy nie zjawiali się w postaciach straszliwych lub pokracznych. Niekiedy, zbliżając się do ludzi, stawali się niewidzialni. Życie ich było lekkie i szczęśliwe w porównaniu z życiem człowieka. Mieli wprawdzie swoje namiętności, cierpienia i niedole i one im doskwierały nie mniej niż ludziom, lecz Grecy tylko takie życie uważali za prawdziwie pełne i szczęśliwe, w którym mieszały się ze sobą zarówno zło, jak i dobro.


Wiadomości organizacyjne KONKURS MITOLOGICZNY

👀Drodzy Uczniowie! 

Zbliża się termin konkursu mitologicznego, dlatego tutaj w tym miejscu na blogu Język polski na piątkę z plusem będę Wam udostępniała materiały, które pomogą Wam w przygotowaniach do konkursu.

termin konkursu: 14 listopada

Zakres materiału: 

Znajomość mitów wg książki Jana Parandowskiego pt. „Mitologia”:

  1. Rozdziały: Bogowie Olimpijscy, Bogowie ziemscy.
  2. Bogowie, ich domeny, związane z nimi wydarzenia: Dzeus, Hera, Atena, Apollo, Artemis (Artemida), Hermes, Hefajstos, Afrodyta, Helios, Demeter, Posejdon, Hades.
  3. Mity o:
    • Prometeuszu,
    • Prometeuszu i Pandorze,
    • Demeter i Persefonie,
    • Artemis i Akteonie,
    • Syzyfie,
    • Dedalu i Ikarze,
    • królu Midasie,
    • Heliosie i Faetonie,
    • Atenie i Arachne,
    • Tezeuszu i Ariadnie,
    • Filemonie i Baucis,
    • Apollinie i Marsjasie,
    • pracach Heraklesa.
Powodzenia :)🐌

środa, 9 października 2024

Zaczarowana szkoła Ambrożego Kleksa

Klasa 4b zabawiła się w architektów i na języku polskim powstały projekty akademii Ambrożego Kleksa - przekrój pięter😉




 




niedziela, 22 września 2024

 O kulturze w  internecie

NETYKIETA (z j. ang. net – sieć, etykieta – zasady dobrego zachowania)- to zbiór zasad obowiązujących w sieci, które wymyślili sami internauci, żeby skutecznie
i przyjemnie się komunikować.


Źródło:https://epodreczniki.pl/a/savoir-vivre-w-internecie

poniedziałek, 2 września 2024